Sunday, June 22

3... 2... 1... Start!



English text version: 
(polska wersja tekstu znajduje się pod angielską)

There is a saying that the beginning is always the hardest. Let's have it done then. 
Usually it's good to say hello and introduce yourself?  

My name is Aleksandra and I haven't been drinking since nearly 9 months... (It could as well start like that, wouldn't it...?)

To be serious, I'm just pregnant. I have last 5 weeks of carrying my genetic half-copy under my heart. Or on my bladder. 

Yes, it's definitely on my bladder.


I'm 28 and I live on Kreuzberg in Berlin (Germany) with my French boyfriend. I'm Polish so we have constant mix of 4 languages and three cultures at home. That's pretty cool, although sometimes funny or hard. 


On the scale from 'eco-mom' to 'overprotective housewife' I'm probably somewhere in the middle - I am equally passionate about 'Hypnobirthing. The Mongan Method' as I am about pinning another tulle curtain tutorial*.


I feel that there is something super extraordinary happening right now in my life. Something that needs to be written down, preserved and cataloged. Perhaps it's 'nesting syndrome' in the Internet era? 

I have to also allow the though that it's just strictly egoistic need of expressing myself even if no one is listening (or interested). It's way much better to do it this way (paper endures all, doesn't it?) that talking to yourself on the street, no...?)

*I always had a problem how to clearly classify myself to any group or subculture - even in primary school I was listening to Spice Girls with same pleasure as to Nirvana...  



Polska wersja tekstu:
(if you don't get a thing out of the random bunch of letters blow, please scroll up for the English text version)

Podobno początki są najtrudniejsze. Miejmy więc go jak najszybciej za sobą. Na początku chyba wypada się przywitać i powiedzieć coś o sobie? 

Nazywam się Aleksandra i od prawie 9 miesięcy nie piję... (To mogłoby się równie dobrze zacząć w ten sposób, prawda...?)

Tak naprawdę, to po prostu jestem w ciąży. Zostało mi ostatnie 5 tygodni noszenia mojej genetycznej pół-kopii pod sercem. A właściwie na pęcherzu. Tak, stanowczo jest to właśnie na pęcherzu... 


Mam 28 lat, mieszkam na Kreuzbergu w Berlinie z moim francuskim chłopakiem. Jestem Polką, więc nasze życie to codzienny misz-masz 4 języków i trzech kultur. Zazwyczaj to całkiem fajne, czasem zabawne a czasem po prostu problematyczne.

W skali "eko-mama" a "matka Polka" plasuję się chyba gdzieś po środku - z taką samą ciekawością sięgam po 'Hypnobirthing. The Mongan Method' jak i przypinam kolejne tutoriale pokazujące jak uszyć tiulowe zasłonki*. 

Czuję, że w moim życiu dzieje się coś bardzo, bardzo ważnego. Coś co potrzebuje być zapisane, utrwalone i skatalogowane. Może to jest syndrom "wicia gniazda" w erze Internetu? 

Dopuszczam też możliwość, że może to być też egoistyczna potrzeba wyrażenia siebie, nawet jeśli nikt nie słucha. (O ile lepiej jest robić to na e-papierze, który "przyjmie wszystko", niż gadać samemu do siebie na ulicy, nie...? ). 

Zawsze miałam problem aby jednoznacznie móc przypisać się do jakiejkolwiek grupy lub subkultury - już w 2 klasie podstawówki słuchałam Spice Girls z taką samą pasją jak Nirvany...

No comments:

Post a Comment

Disqus for The Moon Mom